Przeskocz do treści

Czy czytanie książek goistycznych nie szkodzi?

baduk
fot. Beyond Neon CC-by 2.0

Wpis ten został zainspirowany dwoma wpisami Tommyray'a o tym jak grać, aby nie być lepszym (1, 2).  Opiszę tutaj, czy chcąc dalej odczuwać satysfakcję z gry Go, można czytać goistyczne książki? Jeżeli tak, to jak należy to robić?

Na początek odpowiedź na tytułowe pytanie: czy czytanie książek goistycznych nam nie zaszkodzi? Nie, nie ma obaw, ale tylko pod warunkiem, że będziemy przestrzegali kilku prostych zasad. Właściwie dlaczego nie chcemy być silniejsi? Od tego zacznę.

Dlaczego trzymać się kurczowo swojej siły?

Dosyć dosadnie opisał to Tommyray w Pierwszej części Poradnika Słabego Gracza. Ja nie byłbym tak bezkompromisowy w "niedoskonaleniu się". Po prostu metoda Tommyray'a wydaje mi się (chociaż ogólnie dobrze ukierunkowana) zbyt pracochłonna i trudna do realizacji. Ja głęboko wierzę w Zasadę Zachowania Energii - zachowanie jej na później - rzecz jasna. Dobrze, nie miałem dyskutować na temat Zasady Zachowania Stałej (lub malejącej) Siły w Go (ZZSlmSwG), tylko wyjaśnić jej pobudki. Są one bardzo naturalne.

  1. Go to zabawa - to najważniejsze - wszystkie poniższe są tylko wyjaśnieniem tej zasady. Go nie ma przysparzać prawdziwych rywali, bo gdy takich mamy trudniej mam się śpi. Nasz organizm się bardziej stresuje - a stres, jak naukowcy udowodnili, jest szkodliwy dla organizmu. Jeżeli za wszelką cenę będziemy próbowali pokonać znajomego, który za wszelką cenę próbuje pokonać nas, to jest to prosta droga do tragedii: wrzody żołądka, problemy z sercem. Tragedię tę widać np. w Hikaru no Go.
    Zdecydowanie zdrowiej jest grać dla zabawy. Brać coraz więcej handikapów. Ile to radości dostarczy w klubie; radości tym, którzy dają nam dodatkowe kamienie, bo to niezbity dowód, że są silniejsi (ich zdrowie, ich sprawa). No i radości nam, że mogliśmy dostarczyć radości innym!
  2. Gracze bardziej lubią tych, których pokonują. Tego nie trzeba tłumaczyć. :)
  3. Mniej pracy dla komisji rankingowych i dla osób aktualizujących siły klubowiczów na stronach klubów. ;)
  4. Wpisowe na turnieje jest często niższe dla najsłabszych graczy, a turnieje i pieniądze są fajne.
Ciekawym dowodem na bezcelowe zdobywanie umiejętności w Go jest historia pewnego gracza opisana niegdyś na stronie http://www.bantari.net/go.pl/me.html. Teraz niestety ta strona już nie działa. Szkoda, bo zawierała bardzo dużo materiałów o Go po polsku! Na szczęście jej treść jest jeszcze dostępna w archiwach web.
A. Dinnerstein
Alexander Dinnerstein, który stracił kilka włosów przez Go, fot.: tasuki cc-by-nc-sa 2.0

To co z tymi książkami?

No właśnie... Nieraz słyszałem, że jak jest ktoś słaby w yose czy tesuji, powinien sięgnąć po książkę z tego działu i się podszkolić...  Jakież było moje rozczarowanie, gdy po wypożyczeniu książek o yose dalej grałem je fatalnie. Czemuż to? Ano temu, że na całe szczęście (teraz już wiem, że to było szczęście) czytanie książek nie doskonali gry w Go :D Ale czy na pewno? To może opiszę w jaki sposób książki te należy czytać. Wnioski te wyciągam z wieloletniego treningu na sobie samym (podczas eksperymentu nie ucierpiały żadne zwierzęta,  ani rośliny - wyłączając autora niestety).

Po pierwsze najbezpieczniej książki mieć. Tylko mieć. Mogą być kupione, wypożyczone z biblioteki klubowej, a jeżeli takowej nie mamy w pobliżu, to od kolegi goisty, który taką sobie kupił.

W tym miejscu gorąco zachęcam do kupowania książek goistycznych. Posiadanie takich jest naprawdę przyjemne. Najlepiej kupować te, które są wydawane w seriach, wtedy taka seria na półce bardzo ładnie wygląda. Można by powiedzieć, że budzi respekt wśród znajomych. Można je oczywiście pożyczać znajomym, będziemy wtedy bardziej lubiani w środowisku :)

Jeżeli już mamy książkę to na pewno będziemy mieli ochotę do niej zajrzeć. To nic złego! Proszę bardzo, to nie szkodzi. Na początku warto kilka razy przekartkować całą książkę i pooglądać wszystkie obrazki (zazwyczaj niestety tylko diagramy - z pewnością rozpoznamy na nich sytuacje z gobanu).  Jeżeli będzie to książka z problemami to możemy nawet spróbować, je rozwiązać. Najważniejsze to pamiętać, żeby nad jednym problemem nie zastanawiać się dłużej niż 5 sekund, ponieważ gdy się dłużej zastanawiamy to używamy cały czas tych samych synaps i neuronów w mózgu, a to może prowadzić do przeciążenia i uszkodzenia takowych, albo nawet do poprawnego rozwiązania i powolnego wzrostu siły gry (!). Dlatego, jeżeli nie znajdziemy rozwiązania w 5 sekund, to od razu patrzymy jakie jest rozwiązanie :) Nie starajmy się go zapamiętać, to bezcelowe, w naszej grze i tak nie spotkamy takiej sytuacji jak w książce.

A co jeżeli znamy poprawne rozwiązania problemów z książek? To świetnie! Znaczy to, że są to problemy stworzone właśnie dla nas :) Ileż radości sprawia rozwiązanie bezbłędnie 10 problemów pod rząd!  To jest jak najbardziej OK. Możemy być spokojni, jeżeli wszystkie problemy umiemy już rozwiązać, to rozwiązując je zaszkodzimy sobie :)

Co z książkami teoretycznymi?

W tym miejscu mam na myśli książki w których jest mało problemów a dużo teorii. Czytając takie książki robi się niebezpiecznie. Żeby czasem nie wyłapać nowego sposobu myślenia (np. w fuseki, czy atakowaniu w chubanie), najlepiej książkę czytać na wyrywki, zacząć od środka, potem trochę z końca. Bardzo małymi fragmentami, najlepiej w pośpiechu i będąc zmęczonym. Świetnie zasypia się przy chińskim fuseki!

Czy czytać książki od deski do deski?

Absolutnie nie! Grozi to choćby częściowym zrozumieniem przesłania książki. Po takim przeczytaniu (jeżeli jeszcze bylibyśmy wypoczęci i - "niedajboże" - skupieni) moglibyśmy zacząć grać inaczej niż dotychczas - lepiej... Musielibyśmy dawać więcej handikapów znajomym, albo nawet komentować ich gry. No a później to już ci znajomi i tak nie chcieli by z nami grać...

Czytać na raz jedną książkę czy więcej?

Sądzę, że spokojnie możemy czytać na raz kilka książek, 3 to minimum, jak będziemy sięgać na zmianę, by przeczytać rano jedną stronę o atakowaniu, a wieczorem kilka problemów życia i śmierci, nie powinno nam to zaszkodzić zbytnio, jeżeli będziemy pamiętali o wcześniejszych uwagach.

Czytanie jednej książki jest nudne, a Go ma być przyjemne. Ma być zabawą!

Jeżeli po miesiącu posiadania wypożyczonej książki powinniśmy ją oddać, a przeczytaliśmy dopiero połowę, to nic nie szkodzi, spokojnie możemy oddać i wypożyczyć następną. W końcu po co przedłużać i męczyć poprzednią, jeżeli nie przeczytaliśmy przez miesiąc, to pewno nie przeczytamy przez drugi, a nawet jeżeli, to już spokojnie zapomnieliśmy co było na początku, tak że nie ma to znaczenia, czy będziemy czytać tę, czy kolejną, a przynajmniej ktoś inny poczyta sobie co chce, a my wyjdziemy na osobę, która dużo czyta, i dodatkowo oddaje książki w terminie!

Przyjemnej gry :)
marmez

Dziękuję Mike'owi za korektę - mam nadzieję, że jej nie popsułem znowu ;)

 

3 thoughts on “Czy czytanie książek goistycznych nie szkodzi?

  1. Marek

    Swoje pierwsze "książki" goistyczne czytałem w nocy, w łóżku z zapartym tchem połykałem - dosłownie kartka po kartce, kserówki, które krążyły z rąk do rąk. [2004 było ciężko o książki, szczególnie dla gracza który grał mniej niż 3 miesiące i nie znał jeszcze sklepów itd.]
    Pewnie zainteresują was tytuły: były to podstawy strategii z Fundamental Principles of Go autorstwa Yilun Yang 7dan [pro]. Nie zdziwicie się jeśli powiem wam, że moją kolejną książką w tamtym czasie była popularna "Kageyama" [ “Lessons in the Fundamentals of Go” by Toshiro Kageyama] - którą jedynie przekartkowałem ;) Wydawała mi się trudna, a może znużenie po całonocnej eskapadzie z Fundamental Principles nie pozwoliło mi sie skupić. [Wracałem do niej jeszcze kilka razy, by utrwalić wiedzę.]

    Napełniony wiedzą postanowiłem wykorzystać nowe strategie na moich rywalach.
    Moją największą nagrodą były częstsze wygrane i awans o jeden kamień na serwerze KGS - jeszcze tego samego dnia i tak to się jakoś zaczęło...

    Marek 4dan PSG
    [Marek na KGS :]]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *